Czytam, że Komisja Europejska zatwierdziła program transformacyjny dla górnictwa wart 300 mln euro. To wyjaśnijmy sobie, na co i dla kogo te pieniądze?
To jest zgoda KE na wydatkowanie pieniędzy publicznych, z polskiego budżetu na rzecz pracowników z likwidowanych zakładów i to bardzo konkretnych: Pątnów-Adamów-Konin. To pieniądze na odprawy i płatne urlopy – model podobny, jaki u nas wprowadził przed laty rząd Jerzego Buzka. Ale najważniejsza odpowiedź na pańskie pytanie jest taka, że to, na co właśnie zgodziła się Unia, w ogóle nie dotyczy górnośląskiego górnictwa. Tu mówimy o węglu brunatnym.
A coś dla górnośląskiego górnictwa z tego wynika?
Tak. Dowód na to, w jakim błędzie tkwią nasi samorządowcy, którzy uważają, że pieniądze na transformację Śląska można uzyskać tylko wtedy, gdy nie pozwoli się na prowadzenie inwestycji górniczych u siebie. Tu mówimy o pieniądzach na przezwyciężenie skutków społecznych w związku z zakończeniem eksploatacji. Innymi słowy: to jest program społeczny dla ludzi, którym skończył się węgiel. A nie nagroda za walkę z górnictwem.
Tu mamy zgodę na 300 mln euro. Na Górnym Śląsku w ostatnich latach mieliśmy z kolei kilka przypadków udzielania niedozwolonej – z punktu widzenia europejskiego prawa – pomocy publicznej dla PGG z budżetu państwa. Nie na ograniczanie wydobycia, tylko na bieżącą działalność. KE u nas przymknie na to oko, gdy będzie rozmawiać o notyfikacji umowy społecznej?
Brak zgody KE w przypadkach, o których pan mówi nie musi oznaczać, że… tej zgody finalnie nie będzie. Bruksela po prostu najpewniej zaakceptuje ten program, o ile władze polskiego górnictwa w swojej argumentacji wykażą, że część kopalń została zlikwidowana, a sama PGG zmniejszyła wydobycie o jakieś 2 mln ton rocznie. Kopalnia Bełchatów też dostała pieniądze ze sprawiedliwej transformacji, mimo że będzie pracować do 2026 roku, ale po drodze wykazała się likwidacją jednego ze złóż. To wszystko można bardzo inteligentnie opisać i obie strony będą zadowolone.
Minister przemysłu Marzena Czarnecka zapowiada, że notyfikacja umowy społecznej regulującej likwidację górnictwa na Śląsku to teraz priorytet. To się w końcu uda, po dwóch lat leżenia tej umowy w czyjejś szufladzie?
Tak, KE się na to zgodzi, bo łatwo wykazać np. zmniejszenie zdolności wydobywczej, nawet jeśli nie doszło do tego wskutek braku inwestycji. Ta umowa społeczna jest absurdalna, jeśli chodzi o zapisane w niej nowoczesne technologie i jednocześnie… matematycznie uczciwa, gdy spojrzymy w harmonogram. Problem w tym, że ten harmonogram likwidacji zostanie wkrótce wyprzedzony przez rzeczywistość. Niektóre kopalnie będą zamykane szybciej, a jeśli nastąpi w końcu otrzeźwienie z powodu deficytu surowców energetycznych w Polsce, część kopalń z zasobami węgla będą funkcjonować dłużej, niż pierwotnie zaplanowano.
Które szybciej?
W najgorszej sytuacji są kopalnie rudzkie: Halemba i Bielszowice. Bogusław Ziętek z Sierpnia 80 od dawna walczy tam o węgiel koksowy, by niejako „uciec” w surowiec strategiczny. Geologicznie to wszystko prawda – rudzkie kopalnie mogłyby przerzucić się na węgiel koksowy. Ale nakłady inwestycyjne, dzięki którym byłoby to możliwe są abstrakcyjne.
Może Cię zainteresować: