W poniedziałek, 28 sierpnia, podczas sesji Sejmiku Województwa Śląskiego odbyło się głosowanie nad projektem uchwały, który przygotowali radni Koalicji Obywatelskiej. Chodziło o opracowanie i wdrożenie wojewódzkiego programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Koszty? 50 tys. złotych na przygotowania i 15 mln złotych na realizację w latach 2024-2026.
Oszacowano, że jeden zabieg in vitro kosztuje do 10 tys. złotych. Według uchwały samorząd województwa miałby w ramach dofinansowania pokrywać całą tę kwotę.
Dla radnej PiS in vitro to "eliminacja jednostek słabszych"
Podczas dyskusji głos zabrała m.in. Jadwiga Baczyńska z Prawa i Sprawiedliwości, która metodę in vitro nazwała "eliminacją jednostek słabszych".
- Metoda, o której przed chwilą słyszeliśmy, wiąże się z eliminacją jednostek słabszych. Taką eliminację historia już poznała w latach 30. ubiegłego wieku, z naciskiem na 1939 rok - powiedziała Jadwiga Baczyńska.
Dalej przekonywała, że nie ma chętnych do opieki nad osobami starszymi i niesamodzielnymi, ponieważ jako społeczeństwu brakuje nam szacunku do... życia słabszych, łącząc to oczywiście z metodą in vitro.
- Uważam, że metoda eliminacji życia ludzkiego w fazie bardzo wstępnej, w fazie zaraz po zapłodnieniu, w wyborze organizmów silniejszych przed słabszymi, powoduje właśnie takie nastawienie młodzieży do szacunku wobec ludzi starszych - stwierdziła radna PiS.
Dodała, że jej zdaniem projekt uchwały jest niezgodny z Konstytucją RP. Przypomnijmy, że Jadwiga Baczyńska 3 lata temu zasłynęła kuriozalnym pomysłem nowych osi widokowych w Parku Śląskim. Koncepcja, która zakładała wycięcie kilku tysięcy drzew, wywołała konsternację, również u władz województwa i nikt nawet nie chciał się do niej nawet przyznać.
Tym razem Jadwidze Baczyńskiej chodziło o fakt, że na potrzeby zapłodnienia pozaustrojowego z komórek jajowych i plemników powstaje najczęściej kilka zarodków, a nie wszystkie są wykorzystywane.
- Przerobiliśmy już ten temat podczas powszechnie przetaczającej się przez media dyskusji na temat niefortunnych, to eufemizm, zapisów podręcznika (do Historii i Społeczeństwa - przyp. red.) - odpowiedziała radna KO Dorota Konieczny-Simela. - Tym bardziej musimy mówić, że te dzieci są szczęśliwe, są kochane, a to jest metoda wsparcia osób, które nie mają takiego szczęścia jak ja, że mogłam urodzić troje dzieci. Co więcej, będę je wychowywała tak, aby one nas wspierały - podkreśliła.
Zabrakło radnych KO, choć mogli wygrać głosowanie
Ostatecznie głosami radnych Prawa i Sprawiedliwości projekt został odrzucony. Co ciekawe, mógłby zostać przyjęty, gdyby nie to, że aż sześciu przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej nie zjawiło się na sesji.
Jak to możliwe? Wystarczy spojrzeć na wyniki głosowania. PiS zazwyczaj może liczyć na 23 głosy w Sejmiku Województwa Śląskiego, ale dwoje radnych wstrzymało się od głosu, a jeden był tego dnia nieobecny. To dało tylko 20 głosów na nie. Radni opozycji oddali 15 głosów na tak. Za wsparciem nieobecnych koleżanek i kolegów z Koalicji Obywatelskiej mieliby już 21. Co więcej, według nieoficjalnych informacji w tej sprawie nie było jedności w klubie PiS i kilku radnych deklarowało rzekomą gotowość do poparcia projektu KO - gdyby była szansa na jego przegłosowanie.
Ciekawa jest też przyczyna nieobecności radnych KO. Część z nich nie wiedziała, że sesja znów odbywa się jedynie w trybie stacjonarnym. Dotychczas - w ramach ograniczeń epidemicznych - radni brali udział w obradach również w formie online.

Może Cię zainteresować: