Kino noir? Znacie. Z tej stylistyki garściami czerpie Tarantino i bracia Coen, a nawet komiksowe aranżacje w stylu "Sin City". "Noir to odczucie, nastrój, to gęsta mgła, to brudny i brutalny romantyzm" - pisze Daria Godyń w dobrej rozprawie o genezie i rozwoju tego nurtu w kinie. "Sokół maltański", "Podwójne ubezpieczenie" czy "Bulwar zachodzącego słońca" (muzyka Franz Waxman, przypadek?). Potem, w wersji neo-noir: Hitchcok, ale i Polański ("Chinatown") czy "Łowca androidów" w tej wspaniałej futurystycznej oprawie. Pamiętamy, prawda?
W Katowicach od lat zachwycano się wspomnieniami o neonach, które rozświetlały miasto w PRL. Ale poza tym, że "ładne" i takie "amerykańskie", trzeba by traktować je jak element szerszej scenografii. Bo noir to noc i miasto. Ktoś powiedział kiedyś, że "miasto, które pożera swoich bohaterów" - z niepokojącym nastrojem, wyrazistymi cieniami, mocnymi kontrastami i postaciami wtapiającymi się w tło. Teraz spójrzcie na te ulice nie tylko Katowic, ale i Gliwic czy Zabrza - z feerią barw i cieniami anonimowych sylwetek. Nie wiadomo, czy fotografowie Bytomia sprzed pół wieku wielbili wrażliwość Billy'ego Wildera czy Humphreya Bogarta, ale patrząc choćby na ul. Dworcową... wyszło podobnie. Jeśli nurt kina noir był odpowiedzią na pesymistyczne nastroje społeczeństwa amerykańskiego, co chcieli wyrazić autorzy zdjęć, których spora część lądowała na oficjalnych pocztówkach KAW (Krajowej Agencji Wydawniczej)?
To oczywiście przesada, ale gdyby szukać jakichkolwiek wspólnych źródeł tego zjawiska, można byłoby wskazać na niemiecki ekspresjonizm w kinie (pierwowzór amerykańskiego filmu noir) z "Metropolis" Fritza Langa na czele. Jego maszynowe inferno (a w nim słynna Wieża Górnośląska) to przecież przemysłowy, piekielny Śląsk tamtych czasów. Wspomniany wcześniej Waxman, zdobywca Oscara za muzykę do "Bulwaru zachodzącego słońca" (1951 rok; drugi Oscar za "Miejsce pod słońcem") pochodził przecież z Królewskiej Huty.
Wpływ na styl noir miało również malarstwo Edwarda Hoppera: puste, dominujące przestrzenie, a w nich osamotnione, odizolowane jednostki, niepokojący nastrój oczekiwania, cień i światło. Jego fenomenalne obrazy miały swoje 5 minut w czasie pandemicznych lockdownów, gdy wszyscy trenowaliśmy osamotnienie. Ale ta fotografia fragmentu placu Wolności w Katowicach... Przecież to jak wariacja na temat ikonicznego "Nighthawks". A pamiętacie choćby klip do "Absolute Beginners" Davida Bowiego? No właśnie.
Mistrzem w wyszukiwaniu takich obrazków z lamusa jest Piotr Gawliński, pracujący jako przewodnik w Pradze, a po godzinach autor projektu "LostFoundEurope" (znajdziecie go na Twitterze). Większość jego fotografii w estetyce noir pochodzi z miast dawnego bloku wschodniego (Katowice? Często). Jak tłumaczy, "mają one więcej mroku, więcej złowrogiej atmosfery tamtych czasów". Jest w tym również pewne hipnotyzujące piękno. Zobaczcie sami.
Może Cię zainteresować:
Cud w Mikołowie. Osiedle "poza czasem i regionem", gdy bankrutowała PRL i konała architektura
Może Cię zainteresować: