Kulisy "dekady Gierka", czyli Grudzień 1970 roku. Jak Edward Gierek przejął władzę?

O grudniu 1970 r. mówi się albo z perspektywy strajkujących i zabitych robotników, albo skraca bieg wydarzeń do tego, że Władysław Gomułka utracił władzę, a przejął ją zdolny sosnowiczanin, Edward Gierek. Sytuacja była jednak bardziej zawiła, do końca nie było wiadomo, czy stery przejmie Gierek czy ktoś inny. W końcu interweniować musiał sam Leonid Breżniew...

Wladyslaw Gomulka i Edward Gierek 550x309

Edward z Porąbki

Edward Gierek z uśmiechem, którego nie powstydziłaby się Mona Lisa

Edward Gierek przyszedł na świat w mocno wierzącej rodzinie 6 stycznia 1913 r. we wsi Porąbka, czyli obecnej dzielnicy Sosnowca. Od dziecka był bardzo związany z górnictwem, na kopalni zginęli jego ojciec (gdy przyszły I Sekretarz miał 4 lata), dziadek i pradziadek. Po stracie męża mama Gierka, Paulina, miała jeszcze dwóch mężów, Antoniego, który zmarł na gruźlicę, i Władysława.

W latach 20. Gierkowie wyemigrowali do Francji. Mieszkali kolejno w Messeix, Gardanne, Paryżu, Belfort i Ensisheim, śpiąc w barakach, na dworcu czy nawet na ulicach. Edward próbował tam pracy górnika, pomimo młodego wieku zarabiając na rodzinę w kopalniach Arenberg i kopalni potasu w Ensisheim. Mimo że był nieletni, sfałszował swoją metrykę, dodając sobie kilka lat, dzięki czemu znalazł zatrudnienie.

W końcu Gierkowie osiedli w Leforest niedaleko granicy z Belgią, a Edward podjął pracę w tamtejszej kopalni. Na szczęście dla niego w zakładzie pracowało 500 Polaków, dzięki czemu chłopak mógł się łatwo z nimi zintegrować, udzielał się w Robotniczym Towarzystwie Kulturalno-Oświatowym, a w maju 1931 r. dołączył do polskiej sekcji Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF). W ramach działalności związkowej zorganizował nawet w 1934 r. strajk na kopalni, za który Gierkowie zostali karnie wysiedleni do Polski.

W Polsce Edward wypełnił służbę wojskową, po czym w 1936 r. ponownie wyemigrował, tym razem do miasta Eisden w Belgii. Tam podjął oczywiście pracę górnika, a w czasie II wojny światowej walczył z okupantem w ruchu oporu. Jako działacz partii komunistycznej dotarł do funkcji przewodniczącego oddziału Związku Patriotów Polskich, czyli moskiewskiej organizacji mającej za zadanie przygotować komunistyczne struktury do przejęcia władzy w wyzwolonej Polsce.

Po wojnie Edward Gierek poważnie zaangażował się w działalność lewicową w PRL. Od 1948 r. mieszkał już na stałe w Polsce, dołączając do swojej żony i dzieci, które wróciły rok wcześniej. W 1952 r. po raz pierwszy został wybrany posłem na Sejm PRL, którą to funkcję będzie sprawował bez przerwy do 1980 r., gdy sam zrzeknie się mandatu. W 1949 r. został sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego partii, a w 1954 r. członkiem Komitetu Centralnego. W 1957 r. objął funkcję I Sekretarza KW PZPR, który pod jego rządami wyrósł do miana jednej z ważniejszych struktur wojewódzkich w skali kraju. Już od lat 60. uważano go za poważnego kandydata reformatorskiej frakcji puławian do zastąpienia tracącego popularność I Sekretarza KC Władysława Gomułki.

Schyłkowy etap rządów Gomułki: od marca 1968 do grudnia 1970

Władysław Gomułka

Pierwszym wielkim krachem rządów Gomułki stał się rok 1968. W marcu doszło do wystąpień studenckich i ostatniej tak dużej w historii Polski antyżydowskiej nagonki (co wzmocniło szeregi pro-gierkowskie), natomiast w sierpniu siły Układu Warszawskiego spacyfikowały praską wiosnę. Towarzysz Wiesław popierał użycie siły wobec swojego czechosłowackiego odpowiednika, Alexandra Dubčeka, jednak wiedział, że zbytnie chwalenie się tym sukcesem wywinduje akcje ministra obrony narodowej, gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Lud Władysława Gomułki miał dość. Mówiąc kolokwialnie – człowiek, który w 1956 r. kojarzył się z powiewem świeżego, bardziej wolnościowego powietrza po stalinowskim Bierucie, w 1968 r. był już niedostosowanym politycznie dziadkiem budującym swój PR polityczny na porównywaniu stopy życiowej w czasach sobie obecnych z czasami...II RP. Wyobraźcie sobie polityka, który w 2025 r. przedstawia wykresy mówiące, że obecnie żyje się lepiej niż w 1995 r. i dlatego musicie być zadowoleni. Dokładnie tak samo traktowani czuli się wówczas Polacy. Poza tym Gomułka był skrajnie skąpy i zgorzkniały, nie tolerował żadnych przejawów zaczynającej się wówczas na Zachodzie rewolucji seksualnej, „kolorowego ptactwa”, a do legendy przeszło to, jak potrafił papierosa przełamać na pół, żeby wystarczył na dłużej.

Gomułka zdawał się nie dostrzegać tego, że jego czas przeminął. Pod koniec dekady kładł nacisk na rozwiązanie spornej kwestii granicy polsko-niemieckiej, dążył bowiem do potwierdzenia jej przebiegu na Odrze i Nysie Łużyckiej. Uważał, że droga do tego jest długa, więc jeszcze jest przed nim kilka lat na szczycie.

Towarzysz planował, kogo wyznaczy na swojego następcę. W Moskwie powiedział, że będzie dążył do tego, by I Sekretarzem został człowiek z najmłodszego pokolenia PZPR, mówił nawet o 30- czy 40-latkach. Po zjeździe partii w 1968 r. wyklarowało się czterech głównych kandydatów:

  • Stanisław Kociołek (35 lat, popierany przez Gomułkę);
  • Józef Tejchma (41 lat, popierany przez Gomułkę);
  • Stefan Olszowski (37 lat, odrzucany przez Gomułkę);
  • Jan Szydlak (42 lata, odrzucany przez Gomułkę).

Co istotne – dwaj pierwsi wiedzieli o zamiarach Wiesława wobec nich.

Gomułka zarazem starał się tłumić z pomocą SB wszelkie przejawy opozycji wobec niego. W przeciwieństwie jednak do Bieruta jego przeciwnicy nie wywodzili się z kręgów kapitalistycznych, zachodnich, a raczej było to pokolenie urodzone już po wojnie, a więc wychowane w duchu komunistycznym. Na Zachodzie ów nurt nazwano „nową lewicą”, w Polsce tworzyli go studenci, którzy chcieli socjalizmu zreformowanego, bardziej ludzkiego, a nie biurokratycznego i skostniałego. Tym samym dziwią wysokie wyroki, którymi obdarowano Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (autorów słynnego Manifestu z 1964 r.), ale również Adama Michnika, Henryka Szlajfera i Barbarę Toruńczyk. Każdy z nich spędził w gomułkowskim więzieniu od 2 lat do nawet 7,5 roku (Modzelewski).

Doszło więc do tego, że swoją skrajną ortodoksją i nieumiejętnością, jak to byśmy dzisiaj powiedzieli, wyjścia z własnej strefy komfortu Gomułka doprowadził do wytworzenia się opozycji nawet na polskiej lewicy, tak jednolitej od czasów bierutowskich. W tym czasie wychodzą pierwsze pisma podziemne, jak Biuletyn Emila Morgiewicza i Informator, a w 1964 r. ukazuje się list do premiera Józefa Cyrankiewicza od grona polskich intelektualistów (Dąbrowska, Dygat, Gieysztor, Jasienica, Kossak-Szczucka, Parandowski czy Słonimski) zwany Listem 34, którego nadawcy domagali się liberalizacji polskiej kultury. Gomułka bał się inteligencji i kultury, a inteligencja i kultura nienawidziły Gomułki.

Na sam koniec swoich rządów Gomułka odniósł jednak swój największy sukces. Sprzyjała temu udana koniunktura polityczna w RFN. Od zakończenia II wojny partią rządzącą i dyktującą warunki polityki w Niemczech była chadecka CDU z jej wieloletnim liderem i twardym antykomunistą Konradem Adenauerem. Zmarły w 1967 r. kanclerz stosował politykę izolowania Niemiec Zachodnich od bloku wschodniego. W wyborach w 1969 r. chadecy zdobyli co prawda 39% mandatów, jednak pierwszy raz stali się partią opozycyjną wobec koalicji socjaldemokratów z liberałami, czyli SPD-FDP, na czele której stanął szukający kompromisów Willy Brandt.

Pierwszy okazji do porozumienia w sprawie zachodniej granicy Polski szukał Związek Radziecki, Leonid Breżniew chciał załatwić tę sprawę bez udziału Warszawy, jeszcze bardziej wasalizując przez to PRL i sprawiając, żeby jej najbardziej kluczowa granica bazowała właśnie na umowie radziecko-niemieckiej. Gomułka, co nie było częste wśród I towarzyszy, gdy dowiedział się o rozmowach na linii Bonn-Moskwa, wymusił swoje dołączenie do nich. Przez 2 lata umiejętnie negocjował kwestie zagraniczne z Brandtem, co zaowocowało 7 grudnia 1970 r. układem Cyrankiewicz-Brandt. Co ważne – podpisanym absolutnie bez udziału Wielkiego, Moskiewskiego Brata. Przy okazji doszło wówczas do symbolicznej zmiany, od 1970 r. bowiem NRF stał się w polskich mediach i książkach RFN’em.

Grudzień 1970

Spalona w grudniu 1970 r. gdańska siedziba KW PZPR

Grudzień 1970 kojarzy się oczywiście również i z innym wydarzeniem, tym razem w sferze wewnętrzno-gospodarczej. Władza, chcąc ratować gospodarkę państwa, która znajdowała się wówczas w stanie recesji, podjęła decyzję o podniesieniu norm wypełnianych przez pracowników.

Pomysłodawcą takich rozwiązań była ekonomiczna prawa ręka Gomułki, poseł Bolesław Jaszczuk, elektryk z wykształcenia, w czasach okupacji działacz w szeregach PPR, więzień w obozach w Auschwitz oraz Mauthausen-Gusen. W latach 50. odpowiadał za resort energetyki, a później pełnił funkcję ambasadora w Moskwie, gdzie poznał osobiście Wiesława. Na przełomie dekad wpadł na pomysł podwyższenia norm przy jednoczesnym zachowaniu (niskich) płac, co spotkało się z powszechną krytyką ze strony robotników oraz niewidzących w tym żadnego sensu ekonomistów.

Większe normy i stałe płace były tylko 2 częściami trójcy, która obaliła Gomułkę. Tym trzecim elementem okazały się podwyżki cen żywności spowodowane beznadziejnym bilansem żywnościowym PRL. Co ciekawe, nie wszędzie ceny w ogóle ruszano, w Związku Radzieckim np. były one stałe i nieruszane przez lata.

Społeczeństwo lat 60. o wiele bardziej łączyło takie rzeczy, jak wyższe ceny, z nieudolnością władzy. Dzisiaj, gdy ceny w sklepach idą w górę, lubimy szukać przeróżnych i (nierzadko) kuriozalnych wytłumaczeń, że to wina Unii, rolników, ceł, Ukraińców, Bóg wie kogo, a wtedy winowajca był tylko jeden – partia. Nie pomagał w tym Gomułka, który jak nikt operował językiem, nazwijmy go, do bólu pompatycznym, zarazem traktując wszystko, co dobre, jako partyjną zasługę, drogi, szkoły, produkty, czy zakłady pracy. A skoro sukces ma swojego ojca, to porażka również.

Gomułka wprowadzał tę podwyżkę zupełnie nieprzygotowany. Projekt został napisany na kolanie, a towarzysz nie miał pojęcia, jak odpowiadać na krytykę. Przede wszystkim podniesienie cen tuż przed Świętami już było pomysłem nierealnym i nie trzeba być znawcą polityki, by wiedzieć, że taki termin wywoła żywą reakcję społeczeństwa. Na posiedzeniu Biura Politycznego minister spraw zagranicznych, Stefan Jędrychowski, śmiał śmieć spytać towarzysza o to, czy ten aby na pewno zbadał wszystkie możliwe skutki tej decyzji. W odpowiedzi Gomułka wygłosił prawie godzinną tyradę, gorączkując się i denerwując, że nikt go marksizmu uczyć nie będzie. I basta. 14 grudnia weszła w życie podwyżka cen produktów na poziomie średnio 15%.

W tym samym dniu zebrał się Komitet Centralny partii, żeby rozmawiać o problemach bieżących. Około godziny 10:30 do najwyższych władz PZPR zaczęły docierać informacje o tym, że w Gdańsku właśnie rozpoczęły się rozruchy przeciwko podwyżce cen. W ten sposób rozpoczął się tydzień końca ery gomułkowskiej.

Na tym plenum Gierek siedział cicho, z Katowic przemawiał jedynie jeden z sekretarzy Komitetu, Tadeusz Pyka. Co ciekawe, Gomułka miał później o to pretensje do Gierka, mówiąc że „Towarzysz Gierek nie chciał sam zabrać głosu w obradach, więc wysłał na mównicę Pykę, a ten nagadał takich głupstw, że teraz będę musiał to odkręcać”.

Gierek był przeciwny podwyżkom. Potrafił to nawet wyrazić na jednym z posiedzeń Biura Politycznego, chociaż oczywiście w sposób dyplomatyczny. Zarzekał się także, że poradzi sobie z problemami spowodowanymi wyższymi cenami w województwie katowickim. O gdańskich niepokojach dowiedział się nieoficjalnie z poczty pantoflowej, bo Gomułka nie kwapił się nikomu, kto o tym nie wiedział, powiedzieć, że doszło do wystąpień robotników.

Gdy Gierek już wyjechał z Warszawy, przestały do niego trafiać wszelkie oficjalne informacje z Wybrzeża. Nieoficjalnie dowiadywał się o wydarzeniach z radia francuskiego oraz za sprawą swoich partyjnych kolegów. Kluczowy moment nadszedł 16 grudnia, kiedy zapłakany zadzwonił do niego wiceminister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic. Gierek dowiedział się w tamtym momencie, że czeka go wizyta kierowników Wydziału Administracyjnego KC, Stanisława Kani, oraz Organizacyjnego, Edwarda Babiucha, czyli osób może nie najważniejszych, ale znaczących w szeregach partii.

15 grudnia o 9 rano doszło do jednego z kluczowych wydarzeń w historii PRL. Wydarzenia, które według części historyków ostatecznie przekreśliło możliwość identyfikacji większości Polaków z PZPR, która stała się w oczach wielu obywateli tyranem, a nie partią, której „wola jest wolą narodu”. Na nieformalnym zebraniu z udziałem m.in. Gomułki, Mariana Spychalskiego, Józefa Cyrankiewicza czy Wojciecha Jaruzelskiego podjęto decyzję o tym, że wojsko i milicja mogą użyć broni wobec strajkujących. Zalecono co prawda strzelanie w ziemię, jednak na niewiele to się zdało. W przeciągu grudniowego tygodnia zginęły oficjalnie 44 osoby nie tylko w Gdańsku, ale i Gdyni, Szczecinie oraz Elblągu.

Czy Gomułka spokorniał, zauważył wady podjętych działań? Absolutnie, stary, konserwatywny beton pozostał tym samym betonem. Ten upór, brak nawet krótkowzrocznego spojrzenia na sprawy, brak jakichkolwiek refleksji wywołanych przez krwawe wystąpienia, to wszystko dzisiaj zadziwia w czasach społeczeństw obywatelskich, gdy nawet niewielkie grupy obywateli są w stanie wpłynąć na czołowych polityków.

Wszystkiemu nerwowo przyglądał się towarzysz Leonid Breżniew. ZSRR szukało wówczas jakichkolwiek dróg ocieplenia stosunków z Zachodem, nie na rękę była mu zarówno eskalacja w Polsce, jak i wszelka próba interwencji, zwłaszcza że jeszcze dwa lata wcześniej Układ Warszawski wjechał czołgami do Pragi. Nie było też pewności, czy pacyfikacja Polski nie pogorszy sytuacji, państwo było przecież trzykrotnie większe od Czechosłowacji. Polscy czerwonoarmiści otrzymali w efekcie zakaz opuszczania koszar, a sytuacja Gomułki w oczach Związku stała się gorzej niż beznadziejna.

Kierownictwo KPZR do końca wierzyło w Gomułkę. 15 grudnia, czyli w dniu, gdy Wiesław wydał zgodę na strzelanie do protestujących, z Gomułką rozmawiał osobiście ambasador ZSRR w Warszawie Borys Aristow. Dyplomatę zdziwiło to, jak uparty w swoich racjach był I Sekretarz, jak ostrym tonem z nim rozmawiał. Schorowany, ledwo poruszający się i mówiący Gomułka twierdził, że na Wybrzeżu odbywa się kontrrewolucja, dochodzi do dywersji zachodnich imperialistów, usprawiedliwiał rozkaz o użyciu broni. W końcu zarzucił Moskwie brak rozeznania w sytuacji, do której powinni mieć dostęp za sprawą Jaruzelskiego czy Moczara. W końcu KC KPZR uznało, że Gomułka dostanie ostatnią szansę. Do Warszawy miał zadzwonić osobiście Breżniew.

16 grudnia odbyła się dość kuriozalna rozmowa, w której Breżniew przekonywał swojego rozmówcę, że nie można, będąc komunistą, strzelać do robotników, którzy strajkują przeciwko podwyżkom cen żywności. Zupełnie niewzruszony Gomułka odparł, że to nie robotnicy tylko...kontrrewolucjoniści, a Związek Radziecki ma epizod strzelania do klasy pracującej, gdy w 1921 r. wybuchło antybolszewickie powstanie w Kronsztadzie. Po takiej serii kontrargumentów Breżniew mógł tylko zasugerować rezygnację z cen żywności. Propozycja nie spotkała się z żadną reakcją drugiej strony. Tyle wystarczyło. Komitet Centralny KPZR zgodnie uznał, że PZPR w rękach Gomułki nie ma przed sobą żadnej przyszłości.

Grudzień 1970: Gomułka schodzi, Gierek wchodzi

Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku

Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, postanowiono wymienić Gomułkę na Gierka wierząc, że tylko to zatrzyma pochód, który zaczął się w Gdańsku i już w tamtym momencie zdołał rozszerzyć na Pruszcz Gdański, Tczew i Elbląg. Ustalono, że sekretarze KC, członkowie Politbiura i premier przeprowadzą rozmowy telefoniczne ze swoimi polskimi odpowiednikami, przekonując ich, że zmiany w kierownictwie PZPR są niezbędne dla przywrócenia spokoju.

Innym kandydatem, tym razem sugerowanym w Warszawie, był Mieczysław Moczar, ówczesny sekretarz KC i zastępca członka Biura Politycznego. Jednak jeszcze tego samego dnia Kreml poinformował KC PZPR (kto konkretnie, nie wiadomo, pozostaje to tajemnicą historii), że mocno nacjonalistyczny Moczar jest przegięciem w drugą stronę i że jeden Ceauşescu w Rumunii wystarczy jako mocno prawoskrętny przywódca.

W tym samym dniu w Moskwie, w siedzibie RWPG, do wicepremiera Piotra Jaroszewicza przybył z wizytą premier ZSRR, Aleksiej Kosygin. Była to o tyle bezprecedensowa sytuacja, że pierwszy raz w historii premier Związku spotkał się z wicepremierem kraju członkowskiego RWPG.

Kosygin życzliwie przywitał Jaroszewicza, ale był to jedynie miły początek niemiłej rozmowy, ponieważ premier miał do przekazania nieciekawe wieści:

Wszystko wskazuje na to, że sugestie i zachęty do podpaleń i rabunków w Gdańsku są wynikiem działania prowokatorów. Gomułka wykazuje niezdecydowanie, chwiejność i słabość. Brak mu koncepcji zarówno rozwiązania sytuacji kryzysowej w Gdańsku, jak i w kierownictwie partii. Sytuacja w Polsce rozwija się tak, jakby ktoś dolewał oliwy do ognia i wskazywał, jak i gdzie należy atakować […] czas na zmianę sternika partii.

Kosygin zdecydowanie wybił też z głowy Jaroszewiczowi przekazanie władzy Moczarowi i podał ku temu dwa powody. Po pierwsze, Moczar w czasie II wojny światowej miał być agentem wywiadu radzieckiego, a po drugie, ZSRR nie ufał mu po tym, jak w marcu 1968 r. miał próbować przejąć władzę w Polsce. Kosygin zapewnił również Jaroszewicza o kompromitujących Moczara materiałach, które w każdej chwili mogły zostać ujawnione.

Następnie Kosygin opowiedział Jaroszewiczowi o rozmowie Aristowa z Gomułką, o potrzebie opanowania sytuacji w Polsce, ale i o tym, że Układ Warszawski nie użyje sił wobec niej. Premier wprost stwierdził, że zdławienie praskiej wiosny w takiej formie było błędem: Niestety, nie wzięliśmy poważnie tych skutków pod uwagę przed interwencją w Czechosłowacji w 1968 roku. Nie można co dwa lata urządzać na scenie światowej takiego widowiska. Dzień później, 17 grudnia, Jaroszewicz wrócił do Polski.

W tym czasie Wybrzeże płonęło – i to dosłownie, protestujący spalili gmach KW PZPR w Szczecinie, który tym samym podzielił los gdańskiej siedziby partii. Strajki rozlały się na Tczew oraz Słupsk. Frakcja gomułkowska kurczyła się w oczach, nawet zwolennicy I Sekretarza dostrzegali, że to już jest koniec. Zaczęły się więc wojny gabinetowe, w których najaktywniejsi byli Kania, Szlachcic, Tejchma i Cyrankiewicz.

Stanisław Kania dość dużo wypowiadał się na temat tamtych wydarzeń i od niego wiemy, jak aktywnie przygotowywał się do przejęcia władzy Moczar, bezpośredni zwierzchnik Kani. Przygotowywał i mobilizował swoich zwolenników i prowadził burzliwe rozmowy z kierownictwem KC. Dopiero krytyczny stosunek Breżniewa podciął skutecznie Moczarowi skrzydła, w związku z czym Kania przerzucił swoje poparcie na ukrytego teraz w Katowicach Gierka. Zdał sobie zarazem sprawę, że przecież w dalszym ciągu rządzi Gomułka, a jego działania przeciw niemu stały się zbyt jawne i otwarte.

17 grudnia doszło do porozumienia Kani ze Szlachcicem i Babiuchem, który jednak w ostatniej chwili wycofał się z planowanego na dzień kolejny wyjazdu do Katowic. Zaczęli przekonywać Gierka, aby ten podjął się funkcji I Sekretarza. Wiemy nawet, że Kania miał ceremonialnie paść na kolana przed Gierkiem ku pewnemu zaskoczeniu czy nawet zdziwieniu Szlachcica. Wiemy bowiem, że Szlachcic rozmawiał wcześniej z Gierkiem i ten wyraził zgodę, więc czemu ta dwójka tak potraktowała Kanię? Chodziło o brak zaufania wobec bliskiego człowieka Moczara. Stronnictwo progierkowskie wciąż obawiało się połączonych sił Gomułki i Moczara, wiedzieli, jak przykrymi konsekwencjami może zakończyć się spiskowanie przeciwko najwyższej władzy partyjnej.

Na odchodne Gierek mówi Kani, że przyjedzie do Warszawy tylko w momencie zwołania posiedzenia Biura Politycznego, bo właśnie ono miało głos decydujący, a nie Kania czy Szlachcic, którzy, jak powiedziałem, byli ważni, ale nie najważniejsi. Minęła noc, Gierek wstał i otrzymał telefon z Warszawy, dzięki któremu dowiedział się, że 19 grudnia zostało zwołanie posiedzenie Biura. Wstał i wyjechał tak pospiesznie, że...nie powiedział o tym nawet własnej żonie, Stanisławie.

18 grudnia wieczorem ambasador Aristow informuje Gomułkę, że ma dla niego list z KC KPZR. Sekretarz jest na skraju wyczerpania, więc prosi o możliwość jego wręczenia nazajutrz. Aristow ponagla, więc Gomułka wysyła go do Cyrankiewicza, który ową korespodencję odbiera. Co istotne, jest ona adresowana nie do Gomułki, a do Biura Politycznego i KC. KPZR prosi w nim o oparcie się na klasie robotniczej i subtelnie pogania PZPR w podjęciu jakichkolwiek kroków.

Musimy wiedzieć, że sam list, delikatny w swoim brzmieniu jak na warunki bloku wschodniego, nie miał żadnego wpływu na obalenie Gomułki, ponieważ decydowały głosy Biura Politycznego i KC. W warunkach grudnia 1970 jednak był decydującym argumentem, ponieważ w tym momencie stało się jasne, że I Sekretarz nie ma ani poparcia politbiura, ani KC, ani też Breżniewa.

19 grudnia rano najpierw do Gomułki wszedł zaufany Tejchma, jak pamiętamy, był to kandydat wysuwany przez Gomułkę na swojego następcę, a później Cyrankiewicz, wręczając mu omawiany list. Tym samym I Sekretarz otrzymał dwa mocne ciosy, najpierw Tejchma niemal zdenerwowanym tonem zasugerował mu, że musi złożyć rezygnację na posiedzeniu Biura Politycznego, a po przeczytaniu listu dotarło do niego, że przeciwko sobie ma absolutnie wszystkich.

Prośba Tejchmy nie miała formalnie żadnego znaczenia, bo niezależnie od decyzji Gomułki jego los był przesądzony. Nie wiemy, jak dokładnie wyglądały obrady plenum KC. Zdaniem Gierka i Jaroszewicza przyszły I Sekretarz obejmował urząd bez wiedzy Kremla, w 100% za sprawą PZPR. Wiemy, że Gierek powiedział Jaroszewiczowi, że jest jednym z dwóch kandydatów na urząd premiera.

Kiedy Gierek dowiedział się o wsparciu Moskwy? W nocy z 18 na 19 grudnia dyżur w gabinecie Gierka w KW w Katowicach pełnił naczelny Trybuny Robotniczej, Maciej Szczepański. Około godziny 23 do siedziby przybył pułkownik z ZSRR, który kazał przekazać Gierkowi informację o poparciu KW KPZR. Szczepański nie miał jednak możliwości przekazania tego szefowi, bo nie ufał komunikacji telefonicznej, a dokładnie podsłuchom.

Główną rolę na posiedzeniu Biura odegrał premier Cyrankiewicz. Gomułka przybył na salę schorowany, w towarzystwie lekarza i, nawet nie siadając, zakomunikował zgromadzonym, że udaje się do szpitala na leczenie i w roli I Sekretarza zastępuje go Gierek, który ma za zadanie uspokoić nastroje na Wybrzeżu, lecz gdy tylko jego stan się poprawi, to odbierze znowu od niego władzę.

Tylko że Gomułka kreował wokół siebie rzeczywistość, takie rozwiązanie nie wchodziło w grę dla nikogo, ani dla Biura Politycznego, ani dla Gierka, ani dla Wybrzeża.

Gdy Gomułka wyszedł, Gierek przestał bawić się w jakiekolwiek sympatie i solidarności, tylko wprost zakomunikował, że albo zostaje I Sekretarzem, albo pakuje się i wraca na Śląsk. Cyrankiewicz i Zenon Kliszko, wicemarszałek Sejmu (i autor słynnych słów, że z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela w kontekście Grudnia ‘70), uznali, że w takim wypadku jadą do szpitala, aby przywieźć oficjalną rezygnację Gomułki. Na ten czas przerwano obrady i wtedy Gierek powiedział Jaroszewiczowi, że ten zostanie premierem.

Po przerwie w obradach sytuacja wcale się nie uspokoiła, Kliszko oskarżał członków Biura o to, że uciekają z tonącego okrętu. W końcu jednak przyklepano wybór Gierka mimo nieustającego sprzeciwu ze strony Moczara oraz Kociołka. Sam Gierek czekał z ogłoszeniem swojej decyzji do 20 grudnia, kiedy zebrać się miał Komitet Centralny i wybrać I Sekretarza.

Edward Gierek 20 grudnia 1970 r. na posiedzeniu Komitetu Centralnego został jednogłośnie wybrany I Sekretarzem KC PZPR. Pierwszą decyzją, którą podjął, była oczywiście wymiana kadr. Z Biurem Politycznym pożegnali się Gomułka, Kliszko, gen. Spychalski, Bolesław Jaszczuk i Edward Strzelecki, a na ich miejsce weszli Moczar (!), Babiuch, Jaroszewicz, Olszowski i Szydlak. Zastępcami zostali Henryk Jabłoński, gen. Jaruzelski i Józef Kępa, z kolei sekretarzami Babiuch i Kazimierz Barcikowski.

Podsumowanie

Willa w Konstancinie-Jeziornie, w której do 1982 r. mieszkał Gomułka

W tamtym momencie Polacy nie zdawali sobie sprawy z tego, że zaczyna się jedna z najciekawszych dekad w historii PRL. Dekada sukcesów i porażek, spełnionych i niespełnionych obietnic, Gdańska, Radomia i znowu Gdańska. Nowych dróg, zakładów pracy i kredytów. Dekada Gierka.

Artykuł powstał na podstawie książki Janusza Rolickiego Edward Gierek. Życie i narodziny legendy.

Koronacja karol wielki

Może Cię zainteresować:

Historia Piastów bytomskich. Opowieść o Bytomiu jako stolicy osobnego księstwa

Autor: Wojciech Sontowski

04/02/2025

BCC spotkanie noworoczne 20259

Może Cię zainteresować:

Jaki będzie 2025 rok dla przedsiębiorców? O tym dyskutowali członkowie Loży Katowickiej BCC

Autor: Redakcja

05/02/2025

Bedzin Kamionka Dom Bojownikow Getta Zrodlo Brama Cukermana 2024 01 20 01

Może Cię zainteresować:

Będzin. Otoczenie Domu Bojowników Getta przebadają archeolodzy. Fundacja „Brama Cukermana” otrzymała dofinansowanie rządowe na ten cel

Autor: Robert Lechowski

05/02/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama