Zandka wzięła nazwę od ulicy, przy której zostało zbudowane, czyli Sandstrasse (Piaskowej). Sandkolonie, czyli Kolonia Piaskowa, powstawała w latach 1903-1922.
To miał być wzorcowy kompleks osiedlowy w Hindenburgu
Dzisiejsza Zandka to pozostałość po zabudowaniach, jakie powstały na zlecenie rodu Donnersmarcków, właścicieli Huty Donnersmarcka, dla pracowników huty. Domy Zandki znajdują się w samym centrum Zabrza, przy ul. Krakusa (część robotnicza), ks. Bończyka i Stalmacha (część urzędnicza). Zandkę projektowali prawdziwi architekci, a nie majstrzy budowlani, co na początku XX wieku nie było powszechną praktyką. Kształt osiedlu nadali Emil i Georg Zillmanowie (projektanci Nikiszowca i Giszowca) oraz Arnold Hartmann.
"Cały kompleks osiedlowy składał się z zabudowań powiązanych z Hutą Donnersmarck, dzieląc się na trzy części: kolonię mieszkalną po południowej stronie huty, nieco oddalone na zachód budynki mieszkalne oraz zespół obiektów usługowo-rekreacyjnych" - pisze Michał Bulsa w książce "Patronackie osiedla robotnicze. Tom 1. Górny Śląsk".
Dzisiaj szczególnie okazałe budynki wielorodzinne (z niem. familienhaus) przeznaczone dla kierownictwa huty oraz kadry urzędniczej robią posępne wrażenie. Niszczeją. Choć udało się wyremontować dachy, to i tak bezludne wnętrza i balkony zarastają roślinami i pajęczynami.
Dzisiaj z samej huty zostały okrawki, na jej miejscu znajduje się Centrum Handlowe Platan, które zresztą nazwę wzięło od okazałych drzew tworzących szpaler wzdłuż ulicy Krakusa. Inne zabudowania, które służyły pracownikom huty znajdują się przy dzisiejszym placu Hutniczym, były to budynki m.in. kasyna i basenu oraz willa dyrektora huty. Dziś w basenie jest restauracja, a kasyno przerobiono na Teatr Nowy.
Zandka: ładniejsze domy dla urzędników, proste - dla robotników
Zabudowania Zandki powstawały dość długo, przez prawie 20 lat. Im dalej w czas, tym domy Zandki były coraz mniej wyszukane, co zresztą można zauważyć, podążając od skrzyżowania Krakusa ze Stalmacha w głąb tej pierwszej ulicy. Na początku domy mają ciekawe elewacje z czerwonej cegły, wzbogacone drewnianymi elementami tzw. muru pruskiego. Na końcu ulicy już po tych ozdobach nie ma śladu.
Choć domy pracowników huty miały jednakowy rzut, to różniły się konstrukcją dachów. Nie wszystkie były jednakowe. Mieszkania nie były okazałe - miały po około 50 m powierzchni. Pojedynczy budynek mieścił 12 mieszkań na trzech kondygnacjach, złożonych z kuchni i dwóch pokojów. Toalety - to już była nowoczesność - były wspólne, ale nie były umieszczone na placu, jak w bardziej prostych familokach, ale na półpiętrach.
Dzisiaj deweloper, dysponujący taką powierzchnią, zmieściłby na niej dwa razy tyle domów. Architekt robotniczej części Zandki, Arnold Hartmann, jednak wiedział, dla kogo buduje familienhausy. - Często robotnicy, którzy przyjeżdżali do Hindenburga (nazwa Zabrza w latach 1915–1946) do pracy w hucie, pochodzili ze wsi. Projektanci zaplanowali więc, by między domami było miejsce na ogródki i chlewiki, by można było sobie tego jednego albo dwa świniaki hodować, i uprawiać warzywa. To też była duża oszczędność dla gospodarstw domowych. A i hutnik po pracy miał mieć gdzie zażyć słońca - tłumaczy Kamil Iwanicki, przewodnik po osiedlach patronackich, współautor projektu Familoki.
Choć Zandka jest jako całość wpisana do rejestru zabytków (od 2012), to rewitalizacja tego osiedla idzie jak po grudzie. Owszem, pięknie wyremontowana w 2021 r. dawna gazownia robi wrażenie, ale nie zaciera ogólnego obrazu upadku osiedla.
Może Cię zainteresować: