Kiedy wpadliśmy w redakcji na pomysł wyłonienia "Śląskiego słowa roku 2022", pierwszą reakcją było... "Dlaczego nikt tego wcześniej nie zrobił?". Ślązacy nie gęsi i tak dalej. Co roku ekscytujemy się (albo raczej: po prostu przyjmujemy do wiadomości), że młodzieżowym słowem roku zostają śpiulkoloty, essy i inne - za przeproszeniem - "twoje stare". Są polskie słowa roku, technologiczne słowa roku i tak dalej. Więc też mamy swoje.
Każdy z tych konkursów (plebiscytów) rozumiemy tak, że za zwycięskim słowem kryje się jakaś opowieść i jakieś zjawisko. Że tymi słowami, czasem nowymi, neologizmami i innymi przedziwnymi konstruktami tłumaczymy sobie zmieniający się świat albo przynajmniej to, co wspólnie przeżyliśmy. Na Śląsku dobrze się składa, bo KAJŚ historię opowiada niezwykłą. I każdy może dopisać sobie swoje osobiste znaczenie.
Kajś to przede wszystkim jedna z najważniejszych książek o Śląsku napisanych za naszego życia. To objawienie talentu, spostrzegawczości i wrażliwości Zbigniewa Rokity, podwójnego laureata Nagrody Literackiej Nike. Dzięki niemu (jak wcześniej dzięki Kutzowi, Twardochowi czy Talarczykowi) Śląsk stał się - nie bójmy się tego sformułowania - obiektem zbiorowej fascynacji. Że w Polsce? Nie, nie tylko. Wielu z nas, choć wszystkie te historie znało na pamięć, potrzebowało, żeby ktoś je po prostu tak po ludzku opowiedział. Sam słyszałem wyznania poważnych ludzi centralnie stąd, którym "Kajś" otwierało oczy i świadomość. Całą resztę znacie, bo przecież czytaliście.
Kajś to po polsku gdzieś. Gdzieś tam. Może to taka metafora śląskiej nieuchwytności, może (przeczytałem w jakiejś recenzji), że w tym "gdzieś, nie wiadomo, gdzie" kryje się pokręcona historia Śląska, tożsamość, której nie da się tak prosto zdefiniować i... Że każdy z nas ma swoje "Kajś" i wszystkie te doświadczenia prywatne tworzą coś, co nazywamy hajmatem. Że każdy kolejny rząd w Warszawie ma nas właśnie tam. Gdzieś. Może. Tak czy inaczej, niewiele słów, które kojarzą nam się z rokiem 2022, ma choćby podobny ładunek i pojemność. I jeszcze jedno:
Zbigniew Rokita pisze w ŚLĄZAGU. Na przykład dziś.
KAJŚ "Śląskim słowem roku 2022". W internetowym głosowaniu wygrało przede wszystkim z PAPYNDEKLEM. Tylko złośliwi oczywiście mogliby powiedzieć, że z materiału tego, czyli tektury budowane jest ostatnio nasze państwo, polityka, rzeczywistość. Ale, na rany Chrystusa, dwa lata czekania na wyniki spisu powszechnego? A więc na drugim "papyndekel", a na miejscu trzecim: HAJA, czyli awantura. Gdzie nie przyłożyć ucho.
Teraz niespodzianka, dopiero na czwartym miejscu wylądowął WONGEL. Choć właściwszy byłby raczej "brak węgla". Nadal to się w głowie nie mieści. Pozycja piąta to FUSBAL, bo mundial, bo Podolski, bo świetne "Weltmajstry". Wśród wyróżnionych słów w naszym plebiscycie znalazły się także GELTAG, czyli wypłata w epoce inflacji, podwyżek i pana Jastrzębia Glapińskiego oraz ZOCA, czyli szacunek, uznanie.
W wyłonieniu finałowej siódemki pomagała nam kapituła w składzie: Niklaus Pieron, Marcin Melon, Robert Talarczyk, Grzegorz Kulik, Adrian Goretzki, Bartłůmjej Wanot, Rafał Szyma i Bronisław Wątroba.
Może Cię zainteresować: