Swoją już czwartą kilkutygodniową podróż rozpoczął wyjazdem 10 czerwca z Nowego Chechła. W tym roku padło na Porto, ale Maciej Andrzejczak ma już za sobą eskapadę do Grecji, dookoła Polski oraz dookoła Włoch. Po drodze pojawiały się również krótsze tras, jak przejazd dookoła dwóch Wysp Kanaryjskich - Gran Canarii i Teneryfy, czy przejazd wzdłuż pięknych norweskich fiordów.
- Moje pomysły realizuję już od 2018 roku. Wówczas razem z moim kolegą wyruszyliśmy z Nowego Chechła do Aten. Sama idea wynikała z chęci podróżowania oraz zrobienia tego jak najmniejszym kosztem - wyjaśnia 24-letni Maciej Andrzejczak.
Jak podkreśla podróżnik, tanie koszty wycieczek udaje się utrzymać dzięki "dzikim noclegom", czyli spaniu w namiocie na łonie natury, czy też korzystaniu z gościnności lokalnych mieszkańców, którzy sami od czasu do czasu zapraszali go do siebie w gościnę. Dlatego w koszty wliczane jest wyżywienie i serwis roweru. Na co dzień pracuje dorywczo w Wielkiej Brytanii, dostarcza jedzenie w Uber Eats, dzięki czemu może sobie pozwolić na długoterminowe podróże rowerem.
Zaczęło się od zamiłowania do sportu
Andrzejczak podkreśla, że od najmłodszych lubił uprawiać sport. Zaczęło się od przedszkola - nauki pływania, w podstawówce uczęszczał na karate, w gimnazjum podjął się kajakarstwa, był też w juniorach kadry narodowej. - Na zalewie Nakło-Chechło mamy klub kajakarski, a że mieszkam bardzo blisko to do końca szkoły średniej udzielałem się tam - zaznacza.
Na początku rower dla 24-latka był wyłącznie środkiem transportu. W szkole średniej było mu wygodniej dojechać jednośladem i pospać dłużej o 20 minut, niż stać w zatłoczonym busie, jadącym w kierunku Tarnowskich Gór. Natomiast na pierwszą dłuższą wyprawę zdecydował się wraz z kolegą w 2017 roku. Wówczas jako cel obrali polskie wybrzeże.
- Nie udało się nam tam dojechać. Nie byliśmy do tego kompletnie przygotowani - pojechaliśmy bez sprzętu, namiotu, mieliśmy tylko śpiwory. Przez kilkaset kilometrów jechaliśmy z plecakami na plecach, to dodatkowo nas obciążyło. U mnie skończyło się to kontuzją kolana. Dojechaliśmy ostatecznie za Toruń w dwa dni, gdzie zostaliśmy na kilka dni u rodziny mojego kolegi - wyjaśnia.
Trasa po najwyżej położonej drodze w Europie i nocleg w Alpach
Wyprawa do Porto była przekładana od 2020 roku. Wówczas ze względu na panujące obostrzenia, Andrzejczak zdecydował się objechać Polskę dookoła. Po kilku wcześniejszych wyprawach zdawał sobie sprawę, że na tak długą eskapadę musi zabrać ze sobą jak najmniej sprzętu i ubrań, by rower nie był zbyt ciężki. Nie zamierzał spać także w noclegowniach, dlatego zabrał ze sobą śpiwór i namiot, a ponadto korzystał z grupy, na której Polacy za granicą oferują darmowe noclegi dla swoich rodaków.
- Jadąc do Portugalii, miałem okazję zobaczyć wiele państw, jak Francja, Andora i Hiszpania, więc ta wycieczka była dla mnie zróżnicowana pod względem kulturowym. Natomiast rok temu, gdy przejechałem wzdłuż całe Włochy, widziałem wiele pięknych miejsc, jak jezioro Garda czy Sycylia. Trudno mi określić, która wyprawa była bardziej wartościowa - podkreśla.
Najtrudniejszym momentem w trakcie 77-dniowej podróży był przejazd przez Andaluzję, gdzie droga prowadziła przez wiele przewyższeń. Dodatkowo Andrzejczak był obciążony wcześniejszą trasą, która przebiegała wyżej opisaną, najwyżej położoną drogą w Europie. Po dniu przerwy w Maladze, ponownie trasa zaczęła prowadzić przez góry. - W tamtym momencie miałem bardzo wiele przewyższeń, cały czas to były wjazdy lub zjazdy, co jest męczące przy dłuższych trasach.
24-latej dodaje, że ciężki moment zastał go także pod koniec trasy - w samej Portugalii, gdzie wiał bardzo mocny wiatr. Bywały dni, w których kilkadziesiąt kilometrów przejechał pod wiatr. - Człowiek w takich momentach ma wrażenie, że pedałuje w miejscu.
Brak diety i postawienie na spontaniczność
Pomimo, że dystans ponad sześciu tysięcy kilometrów robi wrażenie i wydawać mogłoby się, iż do pokonania takiego kilometrażu niezbędne są specjalne przygotowania, to Maciej Andrzejczak podszedł do podróży bez specjalnego planu. W trakcie eskapady nie stosował żadnej specjalnej diety, spożywał wszystkie makroskładniki proporcjonalnie. Zazwyczaj kupował gotowe produkty w sklepach, a od czasu do czasu jadł posiłki w okolicznych knajpach, by skosztować regionalnych przysmaków.
Jak mówi, przed wyjazdem nie planował całej podróży, tylko oszacował możliwy czas przejazdu, a namiot rozbijał w miejscach, gdzie było to możliwe. Jednej nocy spał na plaży, a kolejnej został zaproszony przez Polonię do domu. Cała dwumiesięczne podróż kosztowała go około sześciu tysięcy złotych, wraz z przelotem powrotnym do Polski.
Maciej Andrzejczak zdradził nam, że w przyszłym roku nie zamierza wybierać się na kolejną długą podróż, tylko postawi na krótsze wycieczki w danym kraju. W 2023 zamierza wybrać się do Maroka i tam przejechać dookoła cały kraj. Dodatkowo w lutym 2023 roku na kanale "Rowerem przez Europę" zaczną pojawiać się filmiki z tegorocznej podróży.